Saga w 7 plagiatach
W spektaklu „Wyżej niż połonina. Saga w 6 aktach” dwie postacie nie są fikcyjne. Opisani w scenariuszu jako: „ON (Jędrek)” i „ONA JEGO (Grażyna)”. Autor scenariusza i reżyser spektaklu Tomasz Antoni Żak na stronie internetowej swojego teatru „Nie teraz” napisał m.in.: „Czymś przecież trzeba wypełnić miejsce po wypalonych marzeniach i wyrzuconej za drzwi miłości. I o tym właśnie jest „Wyżej niż połonina” O tym, co ludziom się zdarzyło i zdarza. O tym, co ludziom znów się zdarzyć może. Czy to Jędrkowi Wasielewskiemu-Połoninie, czy mnie, czy Tobie. I wiecie, Moi drodzy, to się chyba właśnie udało!”
To się tylko wydawało, że się udało, dopóki nie poszedłem obejrzeć tego spektaklu. Autorowi scenariusza i reżyserowi w jednej osobie Tomaszowi Żakowi zapewne nie tylko marzenia się wypaliły, kiedy po spektaklu podszedłem pogratulować mu plagiatu i aroganckiego potraktowania pamięci człowieka, który był moim Przyjacielem.
Nie ma wątpliwości, po wypowiedziach T. Żaka i wielu wywiadach prasowych, jakich udzielił, kim są w tym spektaklu Jędrek i Grażyna. To nie jakieś wydumane postacie, lecz konkretni ludzie Andrzej i Grażyna Wasielewscy mieszkający kiedyś w Bieszczadach. Na końcu jednego z materiałów prasowych zamieszczono informację: „Wsparcie merytoryczne Andrzej Potocki, znawca Bieszczadów”. Na stronie internetowej Teatru im Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie napisano: „Realizatorzy dziękują Andrzejowi Potockiemu, znawcy Bieszczadów”. Więc pytam, jakim prawem pojawia się tam moje nazwisko.
Otóż ja pana Żaka nie wspierałem merytorycznie ani pozamerytorycznie, a to, że dwa razy rozmawialiśmy ze sobą, nie oznacza, że może podpierać swoją, w mojej ocenie chałturę, bo nie spektakl, moim nazwiskiem. Nikt nie konsultował ze mną scenariusza ani tym bardziej nie uzyskał zgody na posługiwanie się moim nazwiskiem.
Gdybym ja miał z tym cokolwiek wspólnego, to nie dopuściłbym do takiego draństwa, jakim jest posądzanie Jędrka Wasielewskiego Połoniny o przestępstwo, na gruncie obecnie istniejącego prawa, jakoby zmusił żonę do usunięcia ciąży. Jędrek z powodów biologicznych nie mógł być ojcem. Przypisywanie mu zmuszenia żony Grażyny do aborcji ich własnego dziecka jest bezczeszczenie Jego pamięci.
Tomasz Żak w swoim, pożal się Boże, spektaklu zrobił z niego przestępcę, niezrównoważonego emocjonalnie bieszczadzkiego menela. Okradł go z ludzkich uczuć. Być może ludzka tragedia wydała mu się zabawna, skoro Marianowi Łagowskiemu zwanemu Jurandem, niewidomemu na jedno oko chce podarować „drugie szklane oko dla Juranda”, człowiekowi, który nie mógł mieć potomstwa, każe wyrzucać ciężarną żonę z domu z kurwami i na kopach i naigrywa się ze śmiertelnej choroby swojego ojca.
Kwestia Andrzeja w spektaklu: „...na poczcie z kabiny gadam z domem, i matka mówi, że ojciec umiera. - To co on jeszcze żyje? Zacząłem się śmiać… taki żart miał być…” 
W książce pt. „Bieszczadzkie przypadki Jędrka Wasielewskiego Połoniny” przytoczony jest list, jaki Andrzej w grudniu 1991 r. napisał do ojca:

„Dobry wieczór.
Piszę do Ciebie przed Wigilią, abyś się dobrze poczuł przed choinką i wziął skrzypce (chociaż symbolicznie) do ręki i zagrał tę kochaną kolędę. I abyś wybaczył mi Twoje łzy. Widzisz z biegiem lat i dni moje myśli nie są już tabunem koni rozpędzonych i wszystko, co Cię bolało, również mnie bolało. Mówią o mnie, że jestem precyzyjny, zadziwiam ludzi precyzją maleńkich szczegółów. Wiem, że i Ty się nacierpiałeś poprzez swoją delikatność i wrażliwość. Dziękuje Ci za Twoje świąteczne słowa, za myśli, które grzeją. I to ciepło zostanie we mnie. Ja zawsze mam przy sobie harmonijkę, zagram Naszą Kochaną Kolędę. Tę, którą mnie raz nauczyłeś. Całuję Cie mocno i myśl o mnie dobrze. Ściskam Twoje skołatane serce. Twój Adej.”

Darzył go szczególną atencją. Matka Andrzeja żyje, ma ponad 90 lat. Wspominając o nim, napisała: „Otrzymywałam od niego piękne listy z Bieszczadów. Umiał tak plastycznie opisywać różne wydarzenia: wystawy, kulig oraz swoje odczucia. Był oczytany, miał piękny styl.”
Ten nieudaczny spektakl jest jedną wielką drwiną z człowieka, z Jędrka Wasielewskiego-Połoniny, który miał być jego głównym bohaterem. I jeszcze jedno – Jędrek nigdy nie wyparł się Boga. Został pochowany w obrządku rzymskokatolickim na cmentarzu w Kulasznem. Zdecydowana większość jego twórczości ma charakter sakralny, jak choćby rzeźbione Drogi Krzyżowe w kościołach w Średniej Wsi i Woli Michowej; kilkanaście wyrzeźbionych i namalowanych Madonn, pięknie rzeźbione kapliczki…
W jednej z gazet napisano: „Przemysław Sejmicki w nieśmiertelnym kowbojskim kapeluszu, bandanie, chudy – zdaje się Jędruś Połonina jak żywy, przed laty król bieszczadzkiej bohemy, który na koniu wjeżdżał do knajpy i nigdzie dłużej nie zagrzał miejsca. Mariola Łabno-Flaumenhaft, świetna w roli jego żony Grażyny”. Szkoda, że aktorzy grający ich role, nie chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o Andrzeju i Grażynie ponad to, co zaproponował im pan reżyser. Jeszcze większym smutkiem napawa fakt, że wielu ludzi z Bieszczadów dało się wciągnąć w ten chochli taniec na grobie Jędrka dotowany w dodatku przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Premiera była w cerkwi w Baligrodzie, co odnotowała prasa: „Tomasz Żak, reżyser i twórca spektaklu „Wyżej niż połonina. Saga w VI aktach”, nie ukrywał, że bohaterowie tej sztuki mają pierwowzory w ludziach, których spotkał w czasie swoich bieszczadzkich wędrówek.” Tomasz Żak natomiast z premedytacją ukrył, że przywłaszczył sobie bohaterów moich książek i filmów. Zastanawia, że spotkał tylko tych ludzi, których ja spotykałem począwszy od 1972 roku i tylko tych, których ja opisałem lub o których zrobiłem filmy. Poza bohaterami moich książek i moich filmów było w Bieszczadach jeszcze wielu im podobnych, także zakapiorów we współczesnym rozumieniu.
To nie jest saga w 6 aktach, tylko w 7 plagiatach pochodzących z moich książek i ścieżek filmowych.
Oto jeden z nich, cytat z mojej książki pt. „Majster Bieda czyli zakapiorskie Bieszczady”, Rzeszów 2014, str. 186: „Jeden był Marian, drugi – Andrzej. Marian zginął poniżej serpentyn, gdy się jedzie od Berehów. Dostał zawał i upadł. Wtedy padał pierwszy śnieg. Zasypał go i dopiero na wiosnę pan Zenek z WOP-u znalazł go. Trochę był nadjedzony przez lisy.”  
W scenariuszu Tomasza Żaka: „Jeden był Marian, drugi – Andrzej. Marian umarł poniżej serpentyn, gdy się jedzie od Berehów. Dostał zawału i upadł. Wtedy padał pierwszy śnieg. Zasypał go i dopiero na wiosnę Hrynio znalazł go niecałego, bo nadjadły go lisy…”  
16 listopada 2015 r. na stronie Teatru im W. Siemaszkowej ukazało się oświadczenie, oto jego fragment.: „Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie oświadcza, że spektakl pt. „Wyżej niż połonina. Saga w VI aktach”, wg scenariusza Tomasza A. Żaka, wystawiany przez Teatr na terenie Województwa Podkarpackiego, bez zgody pana Andrzeja Potockiego wykorzystuje motywy jego twórczości pisarskiej i telewizyjnej, a w niektórych kwestiach wygłaszanych przez aktorów – dosłowne fragmenty książki pt. „Majster Bieda, czyli zakapiorskie Bieszczady””.

Całość oświadczenia znajduje się na stronie internetowej Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Andrzej Potocki

Czytaj całość