START arrow PUBLIKACJE arrow PRZYSTANEK BIESZCZADY
PRZYSTANEK BIESZCZADY Drukuj Poleć znajomemu


Wydawnictwo CARPATHIA
Rzeszów 2011
Rzeszów 2013
Rzeszów 2016 (wydanie rozszerzone)

 

Pomiędzy krzywym zwierciadłem, w którym przegląda się model PRL w bieszczadzkim miasteczku, a wspominkową wędrówką po niepokornym poletku socjalizmu, jakim były powojenne Bieszczady, zmieścił się niewyobrażalny bagaż okrucieństwa i zarazem cierpienia. Częstokroć patrzymy na człowieka jako na nic nieznaczący tryb w machinie historii. Zarówno na tego, który przyjmuje cios przeznaczenia, jak i tego, który w imię irracjonalnych idei go zadaje. Patrzymy, bo ta książka wolna jest od subiektywnych ocen autora, ale jednocześnie dostarcza wszelkiej wiedzy do tego, by każdy z nas mógł się o taką ocenę pokusić.
Opisane tutaj historie z granicy jawy i niejednokrotnie koszmarnego snu są jak kubeł zimnej wody wylany na współczesnego człowieka, który wszystko ma niemal na wyciągnięcie ręki, a jedyna troska dotyczy znalezienia sposobu na to, żeby to wziąć. Wiele z tych opowieści jest uderzeniem w nasze poczucie nieszczęścia, w nasze spoglądanie na świat z pozycji widza codziennej dawki wiadomości z kraju i ze świata na szklanym ekranie. Nie jest to fikcyjne manipulowanie naszą litością. Są to przede wszystkim fakty dowodzące losu pionków w grze historii. Jest to również odważne rzucenie nam w twarz przejściami nieprawdopodobnymi, które gdyby nie przeznaczenie czy też przypadek, jak kto woli, nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Odeszłyby wraz z ich bohaterami niosącymi je jako ciężar swojej doczesności.
Lecz proszę nie ulegać złudzeniu, że czytając „Przystanek Bieszczady” czytelnik znajdzie na jego kartach tylko ogrom ludzkiego nieszczęścia. Pomieściły się tutaj również świetne relacje z dziennikarskiej praktyki („Przerwany lot”) czy też nawet doskonałe opowiadanie… snu („O tym, jak we śnie obciąłem sobie ucho”). Można je potraktować jako „oddech”, jednakże nie ustępują ciężarowi gatunkowemu tych opowiadań, które je poprzedzają i po nich następują. Traktowane jako swoistego rodzaju osobisty wtręt autora są doskonałą metodą na nadanie całości wysokiego poziomu autentyczności („Pies mojego dzieciństwa”).
Wspólnym mianownikiem dla tematycznej różnorodności tej książki jest uwikłanie w nią autora. Otóż bohaterów spotkał na swojej drodze życia, a o opisane wydarzenia otarł się osobiście. Stały się one częścią jego egzystencji i piórem znawcy historii oraz niezwykle wnikliwego obserwatora rzeczywistości nadał im literacki kształt. W „Przystanku Bieszczady” nie tylko je opowiada. Z mistrzowskim niemal kunsztem staje się przewodnikiem po emocjach i ciągłości przyczynowo-skutkowej. Wprowadzając Czytelnika w groteskowy świat bieszczadzkiego miasteczka, jednocześnie sięga po dzieje człowieka, który przemierzył syberyjską drogę krzyżową, aby po wielu latach wrócić do swojej bieszczadzkiej ojcowizny i zacząć wszystko znów od samego początku. Zestawienie prymitywizmu powojennej władzy z ciernistym losem bieszczadzkiego autochtona aż nazbyt razi.
Klimat potęguje arogancja decydentów, którzy za nic mieli wszelkie świętości, a pośród nich być może najważniejszą – szacunek należny zmarłym po śmierci. W „Plaży nieboszczyków” autor odsłania jeszcze jedną prawdę o tamtych czasach, w których nie liczył się człowiek, tylko jakieś wyśrubowane plany, i pokazuje prawdę o gotowości do wszelakiego fałszowania rzeczywistości pod dyktando oczekiwań. Napięcie narasta, bowiem już nie tylko sprofanowano cmentarze, ale także miejsca kultu, w których cierniowa doczesność padała na kolana przed świetlistą wiecznością. Do których wiele pokoleń przynosiło troski i radości dnia codziennego i w pokornym ukłonie prosiło o opiekę i wstawiennictwo. Te „mieszkania wiary” systematycznie, z zaciętością godną wielkiej sprawy rujnowano, niszczono, burzono. Żeby nie został kamień na kamieniu i żaden znak zaświadczający ludzkiej tutaj bytności.

(kapot)

Wydanie I Wdawnictwo LIBRA
Rzeszów 2008


 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »