START arrow PUBLIKACJE arrow ZBIOROWE PUBLIKACJE
ZBIOROWE PUBLIKACJE Drukuj Poleć znajomemu


Album "BIESZCZADY" Agnieszki i Włodka Bilińskich
Tekst: Andrzej Potocki
Agencja Fotograficzno-Wydawnicza "Mazury" Olsztyn 1999


Czy można opowiedzieć Bieszczady, dopowiadając ich fotograficzny zapis? Sądzę, że tak, i sądzę również, że w sposób niekonwencjonalny udało się to właśnie Andrzejowi Potockiemu, który opatrzył wyśmienitym tekstem zdjęcia Agnieszki i Włodka Bilińskich. Jakże inny jest to album od tych, do których przywykliśmy. Inny, bo oparty na osobistym doświadczaniu Bieszczadów z ich całym bogactwem przyrody i niewątpliwym bogactwem zanikającej powoli, acz systematycznie kultury wielu nacji, które dziwnym zrządzeniem losu obrały to miejsce na czas swojej ziemskiej wędrówki, i tych Bieszczadów, które rozpostarły swoje dzieje w ocalałych dokumentach i licznych opracowaniach.
Zadziwia autentyzm przemyśleń i swoistego rodzaju zwierzeń autora, i nostalgia, że nie udało się i może już nie uda popatrzeć na Bieszczady wraz z tymi, którzy zapamiętali je jako tętniące życiem codziennym zwyczajnych ludzi... Po raz pierwszy przyjechałem w Bieszczady jesienią. Lato już przekwitło i coraz bardziej rudozłotą paletą barw rozjesieniły się lasy. Była w tym przyoblekaniu radość, ale był i smutek, smutek przemijania. (...) Nieopodal w ruinę zapadał się cmentarz, więc odgadywałem kształt grobów, nad którymi w trzykrotnym znaku krzyża, ze Zdrowaś Mario i Wiecznym Odpoczywaniem, nie zadumają się już potomni. Najchętniej wskrzesiłbym ich wszystkich, niechby wrócili do wsi i spróbowali raz jeszcze, od początku do końca ludzkiego jestestwa. K.F.


Album "LESKO" Ryszarda Natera i Zygmunta Natera
Tekst: Andrzej Potocki
Handel - Usługi - Wydawnictwa Zygmunt Nater Lesko 2001


Brama czy stolica Bieszczadów? Andrzej Potocki z przekonaniem znawcy stwierdza, że i jedno, i drugie, bo czymże byłyby Bieszczady bez Leska, skoro właśnie to miasteczko od dawien dawna wpływało na losy tegoż zakątka Polski. Autor lapidarnie i rzeczowo opowiada historię Leska, oprowadza po jego zabytkach i tym samym zachęca do wnikliwego przyjrzenia się fotograficznej rejestracji leskiej współczesności. Bowiem, jak pisze A. Potocki: Oglądając miasto, trzeba równocześnie słuchać opowieści o nim, bo tylko w ten sposób można poznać jego mieszkańców, zrozumieć ich fascynacje i lokalny patriotyzm. Kończąc tekst, autor konstatuje: Są stąd - zarówno oni [współcześni mieszkańcy Leska], jak i rozproszeni po całym świecie "krajanie", dla których rodzinne miasto jest najdroższym wspomnieniem. I jedni, i drudzy mówią więc z dumą: Lesko - nasze miasto! K.F.


Przewodnik "Z KAROLEM WOJTYŁĄ WĘDROWANIE PO POLSCE"

Polska Agencja Informacyjna
Warszawa 2002


Andrzej Potocki jest jednym ze współautorów tekstu do tegoż przewodnika. Swoją opowieść o bieszczadzkim wędrowaniu Karola Wojtyły rozpoczął tak: Próżno tu szukać majestatu piętrzących się do nieba szczytów. Ledwie kilka grzebieni skalnych strzępi horyzont rozpięty na baniastych kopułach gór. Czesane wiatrem połonin falują niby wstążki. Niżej las, jak strudzony wędrowiec, zatrzymał się w pół drogi, by odpocząć, zanim wejdzie na szczyt. W dole ze skalnymi progami mocuje się potok, przewala przez nie spiętrzonym nurtem i łagodnieje w baduniach. Na łąkach w Wołosatem pasie się tabun hucułów. Na widok idących turystów podnoszą leniwie łby i nasłuchują, strzygąc uszami. Kępa starych drzew wstydliwie skrywa ruinę cerkwi i wyszczerbione bojkowskie nagrobki z polnych kamieni, ze znakiem krzyża. Hospody pomyłuj... K.F.


Album "Iwonicz sprzed lat"
na starych pocztówkach ze zbiorów Mariusza Włodarczyka i Jerzego Zielińskiego
Tekst: Andrzej Potocki

Wydawnictwo Carpathia
Rzeszów 2005


"Pozdrowienia z Iwonicza" - nikt dziś nie zliczy ile już razy użyto tego zwrotu w korespondencji wysyłanej na pocztówkach z widokami pięknego podkrośnieńskiego kurortu. Brak jakichkolwiek statystyk pocztówkowych powoduje, że możemy opierać się jedynie na strzępach informacji pozostałych po naszych przodkach. Warszawski "Listek" - pismo poświęcone pocztówkom podaje w 1904 roku, że aktualnie w Niemczech wysyła się już 736 milionów pocztówek rocznie. Austro-Węgry w tym samym czasie wysyłały 31 milionów pocztówek. Ile ich wysłano ,z galicyjskich urzędów pocztowych?
Na znacznej części prezentowanych pocztówek jest Iwonicz Zdrój, jakiego nikt z żyjących już nie pamięta. Pierwsza z iwonickich pocztówek ukazała się bowiem w roku 1897. Potem było ich coraz więcej, bo i kurort stawał się coraz chętniej odwiedzany, a niemal każdy z gości wysyłał do krewnych i znajomych pozdrowienia, sam wszelako nie zdążywszy nawet jeszcze podratować swojego zdrowia. Z tych dziesiątków tysięcy kart pocztowych ocalały nieliczne, bo i któż zawracałby sobie nimi głowę. A dzisiaj są one dokumentem, takim samym jak stare fotografie i relacje pamiętnikarskie. Dlatego warto sięgnąć po ten album i odbyć sentymentalną podróż w przeszłość Iwonicza Zdroju - księcia wód jodowych.



Album "Solina"
Jan Jano Darecki
tekst: Andrzej Potocki

Wydawnictwo Carpathia
Rzeszów 2005


Kiedy zanurzasz dłonie w wodzie zalewu solińskiego, czujesz jej teraźniejszość, napawasz się utopionym w jej zwierciadle błękitem nieboskłonu i soczystą zielenią zapatrzonych w wodną toń buków i być może nawet przez myśl ci nie przyjdzie, że chłód tych głębin skrywa niegdysiejsze ludzkie radości i smutki, nadzieje i zwątpienia. Bo przecież gdzieś tam w dole, poniżej gładkiej tafli jeziora, w nieodgadnionym pejzażu było i minęło jestestwo wielu pokoleń mieszkańców tych dolin, dla których San i Solinka były zarówno darem Bożym, jak i przekleństwem. Może nawet bardziej przekleństwem, bo któregoś dnia przyszło poraz ostatni przekroczyć próg rodzinnego domu ze świadomością, że już nie ma do niego powrotu.
Woda jest królową wszelkich ziemskich żywiołów. Jej krople drążą w skałach głębokie kaniony. Jej gwałtowna natura zmienia krajobrazy. Niepomny biblijnego potopu człowiek w swojej zarozumiałości od zawsze starał się ujarzmić jej moc. Już starożytne kultury budowały skomplikowane systemy irygacyjne nawadniające pola czy też za pomocą kamiennych akweduktów dostarczały wodę do miast. Od najdawniejszych czasów ludzie przegradzali rzeki tamami, żeby podnieść poziom wody i jej nadmiar skierować w inne miejsce. Rzeki, bo to nad nimi rozwijały się najstarsze cywilizacje, karmiły ludzi w dniach niedostatku i zabierały dobytek, kiedy stawały się przysłowiowym biczem Bożym w rękach Opatrzności. Wszak potop był karą za grzechy, za ludzką pychę.
Autor zdjęć pustelnik Jano mieszkający od wielu lat nad zalewem solińskim w Polańczyku, a wcześniej na Wyspie Skalistej, stał się poprzez swoje fotografie częścią historii tej wielkiej, ujarzmionej przez betonową zaporę, wody. Może jego spojrzenie zachwyci także innych szukających wytchnienia pomiędzy błękitem wody i błękitem nieba...



Album "Beskid Niski"
Adam Krzykwa
Tekst: Andrzej Potocki

Wydawnictwo "Carpathia"
Rzeszów 2005


Polsko-ruski Beskid Niski strzelistymi wieżami kościołów i baniastymi kopułami cerkwi wpisał się w pejzaż kulturowy zarówno Polaków, jak i Łemków. Dla jednych i drugich był ojcowizną-Ojczyzną, ziemią droższą nad inne, a przecież pociętą spłachetkami jałowych pól, wspartych na wysokich miedzach, tym wyższych im bardziej wychodziły na strome zbocze Beskidu, który żywił, odziewał, dawał dach nad głowę i otulał do snu wiecznego.
W jednej i tej samej dolinie człowiek przeżywał dawniej całą swoją doczesność i nawet kiedy miał nadzieję znaleźć się w wiekuistym raju, to on też był Beskidem. Zielonym jak płaszcz lasów, którym okryte były jego graniczne pasma. Kwiecistym jak łąki na dzień świętego Jana, gdy ze świstem kos układały się w pierwsze pokosy siana. I był w nim błękit jak płachta pogodnego nieba albo oczy dziewcząt, które wplatały różnokolorowe wstążki, niby tęczę, w warkocze. Płowe łany owsa falowały w łagodnym wietrze, gdy przychodził z tamtej słowackiej strony na naszą. To i co, że placki owiane były chlebem powszednim, przecież radość bierze się z serca.
Owa radość promienieje także ze stron tego albumu, mieniąc się kolorami tęczy, w które oblókł Beskid Niski Wszechmogący. Czasem szarzy się ludzką dolą, która tutaj bywała i nadal bywa bardziej dotkliwa niż w jakimkolwiek innym miejscu. Stała się również zadumaniem słów Andrzej Potockiego, a te niczym kurtyna odsłoniły wciąż jeszcze i może dobrze, że nadal, nieodgadnioną tajemnicę tej uroczej krainy, która skromnie przycupnęła nad przepaścią między dużymi górami...



Album "Zapomniane Bieszczady"
Paweł Kusal
Tekst: Andrzej Potocki

Wydawnictwo RUTHENUS
Lesko 2005


... odchodzą coraz bardziej w mrok zapomnienia. Dawnych pejzaży nie da się wskrzesić inaczej niż w ludzkiej pamięci. Wszakże i pamięć odchodzi wraz z kolejnymi pokoleniami. I nie masz już dzisiaj nikogo, kto by nią sięgnął aż po Królestwo Galicji. O ileż uboższe byłoby nasze wejrzenie w przeszłość, gdyby nie wynalazek fotografii, najwierniejszej służebnicy historii.
Bieszczady jakie są, każdy widzi. Zanim jednak wykreowano ich współczesny wizerunek, zatarto ślady poprzedniej cywilizacji, sięgającej czasów Rzeczypospolitej wielu narodów. Bo żyli kiedyś wspólnie na tej ziemi Polacy, Rusini, Żydzi i Niemcy. Spotykali się na miejskich jarmarkach w Lesku, Baligrodzie, Ustrzykach Dolnych, Lutowiskach i Woli Michowej. W każdym z tych miast mieli swoje kościoły, cerkwie i synagogi. Różniła ich religia, ale na pytanie o narodowość odpowiadali: - Tutejsi. Bo każdy był z ojcowizny swojej, a ta była od wieków w Bieszczadach. W urzędowych papierach pisali im: Galicjanie, bo Polska jak im mówiono, była, hen tam, za Wisłą.
Ludzie żyli tu z dnia na dzień w rytmie pór roku, jarmarków, odpustów i swoich świąt religijnych. Jedni uprawiali jałowe spłachetka pól, piętrzące się na zboczach gór, inni wypasali owce i woły na połoninach, hodowali koniki huculskie, jeszcze inni robili beczki, skopce i gonty. Żydzi handlowali. Panowie biesiadowali, polowali i chodzili do powstań narodowych. Aż w końcu wieku XIX czas zaczął biec szybciej, coraz szybciej. Jeździli koleją, wynajmowali się do roboty u obcych, wyjeżdżali za łatwiejszym chlebem do Ameryki, ich dzieci uczyły się pisać i czytać. Gdy nastał wiek dwudziesty, zapewne myśleli, że coś zmieni się w ich życiu na lepsze, bo i któż mógł przewidzieć, że okaże się najtragiczniejszym w dziejach Bieszczadów.

Fragment tekstu A. Potockiego pt. "Bieszczady jakie były"


"Tradycja i historia regionów we współczesnej literaturze polskiej i słowackiej"
Materiały pokonferencyjne
Krośnieńska Biblioteka Publiczna
Krosno 2005


Publikacja zawiera referaty wygłoszone w trakcie konferencji polsko-słowackiej, która odbyła się 7 września 2005 r. w Krośnieńskiej Bibliotece Publicznej w Krośnie pod hasłem "Tradycja i historia regionów we współczesnej literaturze polskiej i słowackiej".
Wśród materiałów znajduje się referat wygłoszony przez Andrzeja Potockiego pt. "Mity i legendy a historia Bieszczadów i Beskidu Niskiego". Autor stawia tezę, w której do-wodzi, że legendy są także nośnikiem prawdy historycznej, ale tylko w pewnym zakresie. Niemniej mogą być przedmiotem dociekań naukowych.


"Zrodzone z bieszczadzkiego drewna - rzecz o Zdzisławie Pękalskim"
Tekst: Andrzej Potocki

Wydawnictwo Carpathia
Rzeszów 2006

 


Zdzisław Pękalski w Bieszczady przyjechał na chwilę, bo, prawdę powiedziawszy, jego spotkanie z nimi było bardziej niż przypadkowe. (...) Oczarowały go te nieludzkie Bieszczady (...) i z każdym rokiem wtapiał się coraz bardziej w bieszczadzkie klimaty. Przez kilkanaście lat szukał swojego artystycznego wizerunku. (...) aż nadszedł taki dzień, gdy na dnie jednego z koryt dojrzał w układzie słoi i sęków postać Madonny z Dzieciątkiem. (...)
Pękalski przez swoje malarstwo stał się tutejszym, przypominając oblicza dawnych świętych, wypędzonych z cerkwi i kapliczek razem z Bojkami i Łemkami.
Jakże ubogi byłby pejzaż kulturowy Bieszczadów, gdyby pewnego dnia nie pojawił się w nim młody nauczyciel rysunków i prac ręcznych.

Fragment tekstu 


Album "PODKARPACIE"

Tadeusz Budziński
Tekst: Andrzej Potocki
Wydawnictwo LIBRA
Rzeszów 2006     


Południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej najbarwniej wpisały się w dzieje naro-du polskiego. Od ich zarania walczyli o te tereny Polacy, Rusini i Węgrzy. Ale jednocześnie na tym pograniczu kultur: łacińskiej i bizantyjskiej ukształtował się swoisty obyczaj tolerancji religijnej i zwyczajowej. Przez wieki żyli obok siebie ludzie różnych nacji, mówiący różnymi językami i dialektami. Kościoły rzymskokatolickie i protestanckie, cerkwie prawosławne i greckokatolickie, synagogi i chasydzkie bóżnice stały nieopodal siebie. Ich religijne przymie-rze opierało się na pierwszych pięciu księgach Starego Testamentu.
Dziesiątki pokoleń Polaków, Rusinów, Żydów i Niemców mówiło o sobie, że są tutej-si, bo tu jest ich ojcowizna, którą my teraz zwykliśmy nazywać małą ojczyzną. Jakkolwiek potoczyło się ich życie, zawsze w chwilach nostalgii wracali do krajobrazów dzieciństwa, zatrzymanych w kadrze pamięci.

Fragment tekstu Andrzeja Potockiego w albumie "Podkarpacie"
 


"Rymanów Zdrój dawniej i dziś"
Tekst: Andrzej Potocki, Katarzyna Fornal

Wydawnictwo RUTHENUS
Krosno 2006


Album ten, można by rzecz okolicznościowy, bo powstały z okazji 130 rocznicy odkrycia źródeł rymanowskich, jest encyklopedycznym skrótem historii uzdrowiska w Rymanowie Zdroju. Dokonany przez autorów przegląd dziejów tego znanego, szczególnie w okresie międzywojennym, zdroju opatrzono kilkudziesięcioma zdjęciami, zarówno starymi foto-grafiami i widokówkami, jak też współczesnymi, prezentującymi przemiany uzdrowiska w okresie transformacji ustrojowej. Publikacja cenna tym bardziej, że nie znajduje się w obiegu wydawniczym.



BIESZCZADZKIE PRZYPADKI JĘDRKA WASIELEWSKIEGO POŁONINY
Wydawnictwo Carpathia
Rzeszów 2007


Rzeźbiarz i malarz, kowboj i awanturnik, włóczęga i zakapior. A przecież kochaliśmy go i podziwiali jego twórczość. Zginął tragicznie, kiedy wyczerpał mu się na tym ziemskim padole pomysł na życie. Teraz w niebie Panu Bogu świątki struga.
Andrzej Wasielewski - Połonina było pod każdym względem najbarwniejszą postacią w Bieszczadach w ostatniej ćwierci XX wieku. Jego doczesne szczątki przywaliliśmy dwoma wielkimi kamieniami, w które wetknięto krzyż z końskich podków. Tyle Andrzej Potocki, inicjator i pomysłodawca tego albumu poświęconego znanemu w Bieszczadzie i nie tylko Jędrkowi Połoninie.
To książka przyjaciół o przyjacielu, na którą złożyło się 18 opowieści ludzi, którzy znali go bardzo dobrze, dobrze i tylko z przekazów. Książka tym wyjątkowa, że oprócz wspaniałego i zróżnicowanego literacko słowa pomieściła wiele fotografii jego prac, zdobiących niejeden przecież dom. Można by rzec, że jest ona swoistego rodzaju hołdem złożonym ikonie powojennych Bieszczadów, przede wszystkim tych, które jawiły się jako polski Dziki Zachód, polska Mekka dla szukających schronienia przed niezrozumiałym dla nich światem. Pierwszym pośród nich i może najważniejszym był Andrzej Wasielewski Połonina i tak pozostało do dzisiaj. I pewnie Jędruś, gdyby był pośród nas, uroniłby jedną męską łzę nad wspaniałym dziełem, które zgotowali mu ci, dla których był, jest i będzie najdroższym kumplem i kompanem. Uroniłby łzę, bo choć, ci co pamiętają, przeminą, on w dziele jego przyjaciół przetrwa. Na wieki wieków...


DLA MATKI
Antologia poezji
Wydawnictwo AD OCULOS
Warszawa – Rzeszów 2008


Niezliczone ilości utworów; poematy, wiersze, liryczne drobiazgi. Wszystko o matce, wszystko dla niej. Ten temat jest jak rzeka, jak przestrzeń, która wydaje się być nieskończona. Ten wybór jest próbą dotknięcia tej przestrzeni, jej różnorodności, bogactwa, uczuciowego hołdu. Matka – w prezentowanych tu lirykach – jest matką indywidualną każdego z autorów. Ale równocześnie jest to matka wspólna, obdarzona podobnymi cechami, podobnym wzruszeniem. Miłość do matki, jeśli jest, stanowi o godności człowieka. Inaczej być nie może, inaczej być nie powinno. (ze wstępu Andrzeja Żmudy).
Pośród wielu znanych i znakomitych poetów polskiej literatury zamieszczony został wiersz Andrzeja Potockiego „Pieta Rosiowej” z tomiku „Madonny bieszczadzkie”. Wiersz przejmujący, bo opowiadający o bólu matki po stracie syna. Wiersz wzruszający, bo sięgający do sedna miłości, ale także istoty matki Polki.




EROTYKI
Antologia poezji
Wydawnictwo AD OCULOS
Warszawa – Rzeszów 2008


Miłość może być tak silna, że potrafi pozbawić człowieka zdrowego rozsądku. Potrafi też, co w przypadku artystów jest niema powszednie, wykreować nieoczekiwane światy. Często zainspirować i ocalić zraniona duszę czy rozbite serce. Wybór utworów jest zróżnicowany tematycznie. I nie chodzi bynajmniej o to, że prezentowani są znani poeci, ci najznakomitsi, ale również ci pomniejsi. Ważniejsza jest ciągłość kulturowa. (ze wstępu Andrzeja Żmudy).
Doceniając twórczość poetycką Andrzeja Potockiego, autor antologii umieścił w niej wiersz „List o flecie” z tomiku „Listy o miłości”. Jest to swoistego rodzaju litania o miłości i do miłości, wzruszająca, piękna, delikatna jak powiew letniego wiatru, niezwykła jak miłość dojrzałego mężczyzny do osiemnastoletniej kobiety.




"Literatura ponad granicami"
Materiały z konferencji 14 listopada 2008
Krośnieńska Biblioteka Publiczna
Krosno 2008


Polsko-ruski Bieszczad i Beskid Niski strzelistymi wieżami kościołów i baniastymi kopułami cerkwi wpisał się w pejzaż kulturowy zarówno Polaków, jak i Rusinów. Dla jednych i drugich był ojcowizną-Ojczyzną, ziemią droższą nad inne, a przecież pociętą spłachetkami jałowych pól, wspratych na wysokich miedzach, tym wyższym im bardziej wychodziły na strome zbocze karpackiego wododziału, który żywił, odziewał, dawał dach nad głową i otulał do snu. (...)
Legendy powstające w tym samym kręgu kulturowym były przyswajane przez wszystkie grupy narodowościowe i etniczne ze względu na swoją służebność obyczajowo-poznawczo-estetyczną, ale i etyczną. Opowiadane w różnych językach i dialektach niosły te same treści. Część z nich została bez wątpienia odrzucona przez tutejszych Żydów, bowiem z reguły przedstawiała ich w niekorzystnym świetle lub też miała wątki sakralne związane z chrześcijaństwem.

Fragment referatu A. Potockiego pt. "Uniwersalizm legend- pejzaż kulturowy pogranicza na przykładzie legend karpackich" 



Album "Bieszczady z nieba"

Hubert Adamczyk i Marcin „Roger” Pojałowski
Tekst: Andrzej Potocki
Wydawnictwo RUTHENUS
Krosno 2009


Bieszczady widziane z nieba są dziełem wręcz doskonałym. Tego widoku nie da się opisać słowami, dlatego nie wspomniano o nich w Księdze Rodzaju w Starym Testamencie. Od kiedy ludzie wzbili się w przestworza, mogą podziwiać tę krasotę ziemskiej natury. Góry są szczególnym darem Boga. Nie mają początku ani końca. Bez nich horyzont toczyłby się beznamiętnie wokół czaszy nieboskłonu, a tak, postrzępiony szczytami to wznosi się, to znów niestrudzenie zbiega w doliny, jakby chciał się zapętlić w nieskończoność czasu.
Bieszczady wyzwalają w człowieku niemal równie silne emocje jak najpiękniejsze dziewczyny. Kochamy je od pierwszego wejrzenia. Na pozór łagodne prowadzą nas swoimi szlakami bliżej nieba, ale nie po to, by go dosięgnąć, lecz nasycić spojrzenie soczystością połonin. Jakże często szelestem traw przechadza się po nich wiatr, ciągnąc za sobą pierzaste obłoki. Gdy nastaje słota, chmury dudnią jak tabun spłoszonych koni pędzących kamienistą granią. Kiedy umilknie ulewa, lasy czadzą mglistym oparem unoszącym się w niebo. Powiadają z dawien dawna, że to niedźwiedzie ważą piwo.
Każda z czterech pór roku po swojemu wpisuje się w ten górski pej-zaż. Rozkrzyczana barwami jesień czerwienią wyznaje miłość przedwiecz-nym bukom, a potem rudą paletą zawstydzonych kolorów zapada w leniwą drzemkę na połoninach. Zima spada na nie gwałtownie jak jastrząb, który wypatrzył swoją ofiarę. Jej mroźny oddech w gwałtownych porywach pędzi śniegową zamiecią. Tu i ówdzie przetoczy się śmiercionośną lawiną, by z wiosną rozpłynąć się w wartkim nurcie górskiego potoku. A te zebrawszy się w sobie, wzmagają bystrość Sanu i Solinki.

Fragment wstępu A. Potockiego



"Przez Boga pisany los..." Wiersze z widokiem na Łopienkę

Wydawnictwo Drukarnia Best Print
Warszawa 2012


Tomik powstał jako cegiełka na odbudowę cerkwi w Łopience. Znalazły w nim miejsce dwa wiersze: "Madonna bojkowska" i "Łopieńska Madonna" z tomu poezji pt. "Madonny bieszczadzkie".



"Kosowy. Historia i teraźniejszość"

Niwiska – Rzeszów 2016


Bez wątpienia można tę publikację nazwać małą monografią niewielkiej wsi położonej na Płaskowyżu Kolbuszowskim. Kosowy należą do gminy Niwiska i jest to drugie pod względem liczby mieszkańców sołectwo tej gminy. Książka jest udaną próbą odtworzenia dziejów tego zakątka i jednocześnie wskazówką dla innych miejscowości, że tego typu działanie jest potrzebne i słuszne nie tylko z punktu widzenia współczesnych, ale i dla przyszłych pokoleń. To poszukiwanie tożsamości bycia przynależnym do małej Ojczyzny ma szczególne znaczenie dla powstawania trwałych więzi zarówno z miejscem, jak też jego mieszkańcami. Kosowy współcześnie to zaangażowani w różne formy aktywności mieszkańcy, a pośród nich ważna postać muzyki ludowej Jan Marzec.



„Dogonić „Przepióreczkę” czyli muzyczne Niebocko”

Tekst: Katarzyna i Andrzej Potoccy
Wydawnictwo Libra PL
Dydnia – Rzeszów 2016


Książka pozwoliła na prezentację ponad trzydziestoletniej historii kapeli ludowej „Przepióreczka” z Niebocka w gminie Dydnia. Stały się one pretekstem do opowiedzenia o muzycznych pasjach mieszkańców tej miejscowości, którzy obok działalności w kapeli chętnie angażują się we wszelkiego rodzaju inicjatywy o charakterze kulturalnym. Szczególne znaczenie ma tutaj determinacja młodego pokolenia, które zasila swoim talentem i czasem aktywność Młodzieżowego Zespołu Pieśni i Tańca „Kalina” oraz młodzieżowej grupy „Mansarda”. Dopełnieniem tego muzycznego krajobrazu są kolejne edycje Międzynarodowego festiwalu Folklorystycznego „dzieci Gór i Dolin”, który gromadzi ludowe zespoły młodzieżowe z kraju i spoza jego granic. 


 
następny artykuł »